Dziś będzie o tych fajnych zmianach.

Bo zmiany są fajne. Chociaż czasem nie są i przytłaczają.

Kiedy byłam mała z niecierpliwością czekałam na lato a z nim na wakacje. Bo mogłam długo spać. A ja uwielbiam spać. Potem, w każdy piątek po godzinnych podróżach po trzech bibliotekach, obłożona zapachem książek mogłam czytać, czytać i czytać. I czytać.

Tak było długie lata. Ciągłego wyczekiwania na jutro, na lepsze. Czekałam na nowe i zmianę. Na zakup pierwszych butów na szpilce.

Było czekanie na spotkanie z koleżanką, koniec egzaminów, pocałunek z chłopakiem, pierwszy gryz bajaderki, zjechanie z górki rowerem, morską falę na stopach, pójście do fryzjera.

Dziś jestem dorosła i wiem, że rutyna jest miejscem bezpiecznym. Ta przewidywalność pozwala odnaleźć i poukładać siebie. Czuję i mam wtedy nad swoim życiem kontrolę. Wiem co mnie czeka. Codziennie mam plan i wizję, w ramach których mogę się odnaleźć. Czuję się silna i mało może mnie zaskoczyć. A nawet jeśli tak się stanie, potrafię to w pewnej mierze przewidzieć.

Kiedy zwyczajność i przewidywalność jednak trwa dość długo, zaczynam się frustrować. Bo coś mogłoby się zmienić, a ja poradziłabym sobie lepiej. Koleżanka, znajoma, Ci inni mają bardziej, korzystniej, inaczej. A ja mam nudę.
A za nią idzie starość ducha. Czego się obawiam.

W życiu jest tak, że na lepsze niestety samo się nie robi. Chociaż umiem cierpliwie czekać, nawet bardzo długo.
Mam zresztą w tym wprawę życiową, począwszy od leżenia w wózku i czekania, aż pielucha sama się zmieni.

Dziś to ja jestem od zmiany pieluch. Kiedy nic nie zrobię, to szanse są duże, że samo to najczęściej się popsuje.
I w taki pięknie nudny, taki sam jak wczoraj dzień przychodzi ona. Frustracja. Na początku malutka. Z dnia na dzień dojrzewa i robi się gruba i tłusta.

I powiem Ci, że frustracja jest dla mnie dobrym sygnałem, bo to znaczy, że rozwiązanie jest w zasięgu naszej ręki. 

Dlatego robię plan. Plan jest taki, że „coś” zaczynam robić w kierunku innego.
W kierunku zmiany mojego …… ( i tu idzie postanowienie co dokładnie zmienię).

Ale. Życie bywa szybsze ode mnie. I nagle ta moja zmiana następuje sama, znienacka. Pierwsza. Zaskakuje mnie zza rogu. Wali w łeb, jak grom z jasnego nieba. To wtedy czuję się jak ryba wyjęta z wody a brak tchu zamyka mi dopływ tlenu do mózgu. Moje myśli zacinają się w kołowrotku jak biegnący chomik. Pojawia się lęk i niepewność.
Bo czegoś nie wiem. Nad czymś nie panuję. Straciłam kontrolę. I nie wiem co dalej. Gdzieś tam w tyle głowy, na samym jej dnie wierzę jednak, że nie utonę, bo woda….życie wyrzuci mnie na ląd. No bo tak zawsze było.

Robię więc tak:

  1. Leżę i płynę z prądem. Obok przepływa życie. A ja z nim. Bezwładnie.
  2. Albo walczę z wiatrem i parasolką. Kiedy wichura wygrywa staję się potarganą i zmoczoną marionetkę. Obracaną w rękach losu, życia, innych. Kurczowo przyciskam resztki połamanego parasola.
  3. Mogę też ustawić swój statek z wiatrem i popłynąć w stronę lądu i światełka w tunelu.
  4. Lub doświadczam czegoś innego, czego jeszcze nie poznałam.

Wszystkie te rozwiązania w swoim życiu wybierałam i wybieram. Pewnie to można nazwać zdobywaniem doświadczenia.

„Co człowieka nie zabije, to go wzmocni”

Ktoś tak powiedział. I zawsze zadaję sobie pytanie:

„Ile czasu to moje wzmacnianie będzie trwało?”,

„Ile szlifów jeszcze potrzebuję, aby stać się diamentem?”

jak równo obciąć grzywkęCzy ja w ogóle mam na to wpływ? Na ten czas?

I pisząc do Ciebie te słowa, już wiem, że mam wpływ.

Chociaż wcale nie jest to łatwe. Przeskoczenie z punktu X do punktu Y. Czyli szybsze przejście z miejsca, gdzie jestem „zielona”, niedoświadczona i nie wiem co dalej. Aby znaleźć się w miejscu, gdzie mogę olśniona powiedzieć „Acha!”  „A no tak!” „Przecież tak też mogę!” „Kurcze, to było proste.”

Jak to zrobić?

Uwaga! Uwaga!  I teraz powiem Ci to.

Powiem to co tak naprawdę sama wiesz.

Buuuu…

Wiem, chciałaś, żebym zaskoczyła Cię i powiedziała, gdzie schowany jest złoty pociąg albo co najmniej Atlantyda. No może chociaż statek Noego…

Niestety nie.

Lubię zmiany. Chociaż bywają trudne. Albo bardzo trudne. Mimo tego, że budzą strach. Mimo, że utrudniają mi życie. Że mogą zabrać poczucie bezpieczeństwa i kontroli. Ale wiem po swoim doświadczeniu, że wezmę z nich to co dobre dla mnie.

Lubię też sobie sama czasem obciąć grzywkę. I robiłam to nie raz nożyczkami krawieckimi. Tak, jak na tym filmie na końcu tekstu. I później też. 

To dzięki zmianom dużo się w życiu nauczyłam i jestem tutaj. Z Tobą. Dziś wiem, że mogę porozmawiać z innymi. Posłuchać drugiego człowieka. Poradzić się mądrzejszych. Poprosić o pomoc przyjaciółkę. Skorzystać z pomocy specjalisty. Mogę też iść do fryzjera.

Dlatego, kiedy pojawia się frustracja w moim życiu zaczynam bardziej przykładać ucha do słów innych ludzi.

Rozglądam się baczniej wokół, żeby zauważyć to czego do tej pory nie widziałam. Sprawdzam krok po kroczku. Albo bojąc się skaczę prosto z mostu. Badam, sprawdzam, testuję. Pytam, słucham, patrzę, rozmawiam. Korzystam z mądrości świata. Dbam najlepiej jak potrafię o to, aby zmiana była dla mnie dobra. Wierzę, że nie utonę, bo sama sobie na to nie pozwolę.

Kojarzy mi się to z dzieckiem wspinającym się po drabinie. Niekiedy na takie dziecko mama krzyczy w obawie, żeby zeszło, bo spadnie. Dziecko idzie jednak dalej. Wspina się, bo chce. Jest ciekawe. Nie myśli, że spadnie. Idzie tyle ile da radę. Dziecko wspierane pójdzie wyżej. Bez opieki i słów otuchy stanie w obawie. Może się cofnie i więcej już nie spróbuje iść wyżej.

dziecko i droga
Kiedy patrzę w przeszłość widzę za sobą kilkaset szczebli tej drabiny życiowej. Mogę się na niej zatrzymać. Mogę stanąć. Aby odpocząć. Nabrać sił. Ale tak naprawdę chcę iść dalej. Do przodu. Ku zmianie. Ku mojemu słońcu. Bo w siebie wierzę. I tą wiarą, doświadczeniem siebie wspieram. I czuję, bo też chcę czuć wsparcie innych i świata. Mogę inaczej, bardziej. Mogę dla siebie. No bo czemu nie?!

Ty też możesz. Wystarczy tylko/aż chcieć. Czasami fajnie mieć krzywo obciętą grzywkę. To moja i Twoja grzywka. Tak, jak życie. Moje. Twoje.

Pozdrawiam Ciebie serdecznie!

P.S. To będzie nasza tajemnica, dobrze? Do 1 lipca. Możemy się tak umówić? 😉

Każdy skok ewolucyjny poprzedza kryzys. Większość zmian spowodowanych jest trudnościami. Moje trudności zaprowadziły mnie do decyzji o dopracowaniu kierunku mojej działalności. Począwszy od nazwy „Szczęśliwa po przejściach”. Wierzę, że to wszystko nowe, co się zadzieje będzie lepsze dla mnie i dla Ciebie. Tym bardziej, że wierzę całą sobą w to co robię. Klamka już zapadła, ale na efekty trzeba poczekać. W międzyczasie (jeśli pozwolisz) będę się Ciebie radzić i czerpać z Twojej, ludzkiej mądrości i życzliwości.

P.S.2 Zawsze, Pierwszego Dnia każdego miesiąca prześlę do Ciebie osobisty list. Oczekuj wiadomości od NOWEJ Anny Gumińskiej :-) 

P.S. 3 film o Tobie i o mnie 😉 https://www.facebook.com/theChooCha/videos/1753969034845412/